Bez kategorii

PIN, nie PJN

  

Dni kilka temu miałem przyjemność spędzić popołudnie na miłej, niezobowiązującej pogawędce ze znajomym księdzem. Nie o wierze, czy też nie daj Bóg polityce czas szybko mijał. O życiu, sentencjonalnie na przemian rzecz ciągnęliśmy, a i na wspominki nam się wzięło.

Po dzisiejszym dniu, który tak miło nie upłynął, wspominam tamtą rozmowę i wracam do słów wielebnego, który o pewnym wspólnym znajomym słowa nader ciekawe w owej dyspucie raczył rzec. Wtedy nie od razu zrozumiałem. A chodziło mianowicie o dostosowanie, o dogonienie rzeczywistości. Ów znajomy jakiś czas temu zmarł, a będąc ciekawy świata nie był w ostatnich latach w stanie dogonić cywilizacji. Dlaczego? Posłuchajcie i zastanówcie się nad dniem codziennym…

Wstajesz rano i pierwsze, co robisz to wyłączasz budzik w swojej komórce(!), już nie tradycyjny budzik oznajmia nowy dzień ( o kogucie nie wspomnę- może dlatego nie ma już Teleranka). A jak się rozładuje to, aby ją włączyć musisz wpisać PIN(!). Aby wejść na swoją pocztę musisz się zalogować(!), co też musisz uczynić raz kilka(!) wchodząc na swoje ulubione fora, blogi, czy portale społecznościowe. Idziesz do sklepu, jak płacisz za zakupy- oczywiście kartą, znów PIN(!). Za chwilę wybierasz kasę( jak mówią moje dzieci ze ściany) z bankomatu- i co, oczywiście- PIN(!).

W pracy logujesz się na kompie- hasło(!), login(!) i co tam jeszcze szefuńcio wymyślił. W przerwie dzwonisz do znajomych, którzy, a to pech, mają wyciszone telefony( jak kiedyś można było wyciszyć telefon?!) i rozmawiasz z maszyną- nagrywając się na sekretarkę. Już to nikogo nie dziwi.

Masz prywatne ubezpieczenie medyczne? Tak, to pewnie przy wizycie w przychodni żądają rzecz jasna PINu(!). Wracasz do domu w rękach siatki zakupów, brama do garażu na pilota, a do drzwi, aby wejść do domu, musisz wstukać kod, otwierając drzwi(!).

Nawet nie wiesz, że gdyby z kamer przemysłowych, których przecież nie widziałeś w tym dniu, ktoś przegrał taśmy, (choć to oczywiście twarde dyski) powstałby pełnometrażowy film. 

Nie pamiętasz telefonu do żony, do mamy, masz ich w końcu w swojej komórce pod zapisanymi hasłami, np. żona to twoja „żabcia”( oby… J).

Kiedy wyjeżdżasz na wycieczkę nie obserwujesz, nie podziwiasz okolicy, cieszysz się, że tak szybko dojechałeś na miejsce. Wszak prowadził cię GPS, głosem Hołka, który pilnie obserwowałeś, słuchałeś radia, ale nie tego w eterze, ale CB, pytając mobilki o drogę. A z tyłu dzieci krzyczały grając na przenośnych PSP.

Zrozumiałem, wracając myślami do owej rozmowy, dlaczego nasz przedwcześnie zmarły wspaniały człowiek nie mógł dogonić rzeczywistości.

Miejmy świadomość, że nie każdemu przychodzi to łatwo. Jest wśród nas wielu, którzy szaloną gonitwę zwaną „rozwojem cywilizacji” przyjmują z trudem. I tyle…

 

A i jeszcze wyjaśnienie zdjęcie przepięknego czerwonego samolotu. Kilka postów wcześniej o to pytałem. „Czerwony Baron” Manfred von Richthofen, as awiacji z czasów I wojny światowej, legenda światowego lotnictwa, to o nim mowa, bywał kilkakrotnie w Lubinie, wszak stacjonował tutaj jego brat ( w pułku szwoleżerów- też przyszły as myślistwa). Dzisiaj ślad o Czerwonym Baronie można odnaleźć w nazwie hotelu w Lubinie, który nazywa się jakżeby inaczej: „BARON”. Również w Lubinie daleki kuzyn Czerwonego Barona – Bolko konsekrował świątynię IRWINGIANÓW ( będzie niebawem o tym więcej- fascynująca historia!!!), która na obecnej ul. I Maja stoi do dzisiaj i po wielu kolejach losu, kiedy pełniła m.in. funkcje hali sportowej, dziś znów jest domem modlitwy- piękną prawosławną cerkwią. (zdj.)

         

 

         

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *